Czasem wielkie zmiany zaczynają się od prostego gestu. Od jednej osoby, jednego spotkania i jednej dotrzymanej obietnicy.
To historia pewnej spełnionej obietnicy i historia dzieci z sierocińca “Peace for Children Africa”
Latem ubiegłego roku Maciej Sakson, przedstawiciel naszej Fundacji (Light for Africa), pojechał do Ugandy z misją budowy szkoły. Za sprawą Marka Dragosza (o nim będzie osobny artykuł, bo Marek naprawdę na to zasługuje!) Maciek trafił do sierocińca Peace for Children Africa, położonego w Kampali (w dzielnicy Birra, w dystrykcie Wakiso). To właśnie tam spotkał niesamowitych ludzi, pomagających dzieciom, które zostały osierocone lub porzucone przez własne rodziny.
Alitia Paul (dyrektor), Hamzah Sserwada, Jimmy Owen, Emma, Molly, Jennifer, Gloria, Shaban to anioły w ludzkiej skórze. I to nie jest przesada. Ich codzienna walka o pomoc dla wychowanków sierocińca jest niewyobrażalna. Oni codziennie robią wszystko, co w ich mocy (a nawet więcej), aby dzieci mogły poczuć się bezpieczne, kochane i zaopiekowane. Żeby mogły być po prostu… dziećmi. Radosnymi, uśmiechniętymi, pełnymi energii, dziecięcej wrażliwości i optymizmu. Oni codziennie robią wszystko, aby dzieci z sierocińca mogły choć na chwilę zapomnieć o trudnej przeszłości. Choć niektórych rzeczy zapomnieć, ani wymazać z pamięci się nie da. Ale można przez chwilę chociaż o nich nie myśleć. Można wyobrazić i wymarzyć sobie lepsze życie, a później to marzenie zrealizować.

To spotkanie poruszyło serce Macieja. Spotkał w sierocińcu Jovię, Shanitę, Hawah, Ruth, Rohana, Angel, Flavię, Dainę, Paula, Abdula, Alkama, Favour, Stevena, Evelyn, Emmanuela, Esezah, Owena, Hamana – dzieci, które pomimo trudnych (a w naszym wyobrażeniu nawet bardzo trudnych) warunków zachowały uśmiech, ciepło, radość i gorące otwarte serca dla innych ludzi.
Maciek obiecał, że się nimi zaopiekuje. I tak zrobił, prywatnie i po cichu (chociaż teraz już mniej po cichu, bo trochę jemu wbrew opisujemy to co robi). Z własnej pensji i własnych oszczędności zapewniał tym dzieciom wyżywienie, opłacał leczenie (w tym malarię), dbał o opiekę nad ich zwierzętami, organizował rozwijające zajęcia i wspierał je emocjonalne.
Nie mówił o tym głośno. Nie chwalił się na pokaz. Sądził, że wśród tylu dużych projektów Fundacji nikt nie będzie tym zainteresowany.
Mylił się.
Bo my uważamy, że chociaż niechwalenie się tym jest godne pochwały, bo nie dla zaszczytów, zachwytów i pochwał takie rzeczy się robi, to jednak warto takie postawy doceniać, pokazywać i wspierać. Pokazywać jako wzór. Wspierać, jako drogowskaz moralny. Jako pewien wyznacznik dobrze pojmowanego człowieczeństwa i empatii.
Gdy nasz zespół Fundacji Światło dla Afryki poznał historię sierocińca i jego podopiecznych, nikt z nas nie miał wątpliwości.
Musimy działać razem.

Dziś Fundacja aktywnie wspiera sierociniec Peace for Children Africa w Kampali, a także prowadzi działania pomocowe w dzielnicy Kisenyi Parish (również w Kampali), tam, gdzie dzieci najbardziej potrzebują naszej obecności i naszego zainteresowania i naszego wsparcia.
Dzięki zaangażowaniu wielu dobrych serc, możemy wspierać sierociniec Peace for Children zapewniając tym dzieciom codzienne wyżywienie, opłacając ich edukację, zapewniając opiekę medyczną, prowadząc zajęcia rozwojowe i edukacyjnych oraz wspierać wszystkie te działania opiekunów sierocińca, które mają zbudować jego niezależność finansową.
Chcecie wiedzieć jak wygląda ta odrobina niezależności? Na czym polega jej nauka?
Wejście w dorosłość to umiejętność stworzenia sobie niezależności ekonomicznej, to wypracowanie poczucia sprawczości opartego o wiedzę i zebrane doświadczenie. Dzieci z sierocińca uczą się robić sandały, na początek wycinając je z tektury i papieru, a z plastikowych, kolorowych elementów i żyłki zrobić podstawki pod naczynia.

Młodsze dzieci się wprawiają, a starsze pokazują im, że po tych naukach same potrafią stworzyć sandały w których da się chodzić i podstawki pod naczynia, z których codziennie można korzystać. A później? Później te produkty lądują na straganach i w okolicznych sklepach, zapewniając odrobinę dodatkowego dochodu sierocińcowi. Ale nie o sam dochód tu chodzi, tylko o pokazanie pewnej drogi do sprawczości i samostanowienia o swoim losie.
Ale póki co, te dzieci wciąż nas potrzebują, bo wciąż długa i trudna droga jest przed nimi.
Wierzymy, że każde dziecko, niezależnie od miejsca urodzenia, zasługuje na dzieciństwo pełne miłości, radości, nadziei, serdecznej opieki i szans na lepszą przyszłość.
Nie pomożemy wszystkim na świece, ale tym, którym możemy pomóc, pomagamy.
I dziękujemy Wam, że jesteście z nami.
Razem dajemy światło. Razem tworzymy lepszą przyszłość.

#LFAF #JuliusZellah #Kitgum #MaciejSakson #Edukacja #Dobroczynność #Charity #PeaceForChildrenAfrica
